Muza czasu dorastania

Jacek Piotrowski

© Jacek Piotrowski

Opis wystawy

Prawie wszystko co wiem o obowiązkach i moralności zawdzięczam uprawianiu sportu i temu czego się nauczyłem stojąc na bramce R.U.A (drużyna Królewskiego Uniwersytetu Algierii).

Było to motto antologii zdjęć piłki nożnej wydanej kiedyś przez agencje Magnum. Królowie strzelców klasycznej fotografii dokumentalnej pokazali w tym albumie głównie atmosferę małych boisk, odległych gdzieś w czasie i przestrzeni.

Prawie wszystko co wiem o fotografii zawdzięczam temu, czego nauczyłem się chodząc z aparatem na koncerty Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej i akcje Totartu, jako licealista, a potem student w latach 1985-90.

Eksperymentowałem… bawiłem się światłem i czułością filmów. Starałem się robić zdjęcia formalne, estetyczne. Innym razem opowiadałem obrazami historie.

W czerwonym ciemniowym świetle fotograficzna chemia w kuwetach zaczerniała biel papieru ukazując powoli sytuacje z koncertów. Twarze powtarzały się, bo środowisko to nie było wtedy zbyt liczne, miałem też swoich ulubionych bohaterów. Powstające odbitki poddawałem własnej ocenie przekonując się co mnie naprawdę interesuje w fotografii. Wtedy fotografowało się głównie uroczystości rodzinne, wakacyjne wyjazdy itd. Amatorzy zużywali niewielkie ilości filmów. Prawidłowo wykonana odbitka była natomiast jakościowo lepsza niż zdjęcia publikowane w prasie codziennej a nawet w tygodnikach. Spore wrażenie na mnie robiły wypełnione takimi odbitkami plansze Kroniki Studenckiej – eksponowane w witrynie dużego sklepu fotograficznego.

Ścienna gazetka Politechniki Gdańskiej zmieniana raz na dwa tygodnie lub raz na miesiąc prezentowała trójmiejskie wydarzenia sfotografowane przez studentów. Zadebiutowałem tam zdjęciami z Jarocina 1985 zanim jeszcze zaczęły się zajęcia mojego pierwszego semestru architektury.

Film lub paczka papieru za opublikowane zdjęcie – kusząca oferta, choć preferowane były tematy studenckie. Formalne, ekspresyjne zdjęcia z koncertów podobały się kolegom; chętnie składałem z nich ręcznie materiały na plansze, co zwiększyło częstotliwość wyprowadzanych na miasto numerów. Jako redaktor odpowiedzialny pokazywałem plansze rektorowi Politechniki Gdańskiej do akceptacji. Musiałem krótko tłumaczyć widoczne tam zdarzenia, na Totart jako przejaw kultury studenckiej Uniwersytetu rektor pokiwał głową, ale liczba koncertowych impresji czasami wymagała dłuższego przekonywania.

Plansze były eksponowane dwie. Wielkości prezentowanych tutaj na ścianach. Zawierały zwykle od 4 do 9 materiałów fotograficznych składających się z kilku odbitek fotograficznych ręcznie przyciętych i przypiętych szpileczkami. Oprócz zdjęć zawierały też karteczki z wykonanym na maszynie opisem wydarzenia oraz tytułem pisanym odręcznie flamastrem lub tuszem kreślarskim przy pomocy szablonu. Lewa plansza zawierała także winietę z tytułem, wykorzystującą kilka odcieni koloru niebieskiego oraz czarny aparat na białym tle – emblemat Kroniki Studenckiej. Były trzy komplety takich plansz z różnymi zdjęciami. Premierowy po akceptacji trafiał do holu głównego Wydziału Architektury, następnie przenoszony był na miasto, a zabrany z miasta trafiał do redakcji – pracowni gdzie był reprodukowany, rozbierany i chowany do koperty z kolejnym numerem. Kronika istniała od 1958 roku Ważną dla jej powstania osobą był zmarły niedawno wybitny gdański dokumentalista Stefan Figlarowicz.
Standardowe odbitki suszone były na błysk; większe łatwiej było wysuszyć i wyretuszować ołówkiem na papierze matowym.

Duża liczba jednorazowo wykonywanych odbitek prowadziła czasem do pojawiania się żółtych plam w miejscach niedostatecznie wypłukanych.

Nosiłem więc zawsze aparat z pewną ilością filmów – rozpoznawany już jako fotograf na uczelni i na koncertach. Zacząłem także fotografować inne przejawy zmieniającej się trójmiejskiej rzeczywistości. Fotografować w studio i za pieniądze.

Piłki nie fotografowałem. Sportu też, Sportowców – tak. Muzyków – też. A Muzykę?

Składając i publikując swoje materiały nauczyłem się szybko wymyślać tytuły.

„Muza czasu dorastania”

Zapraszam

Jacek Piotrowski

P.S. „Rzeczywistość jak prawdziwa Kobieta bywa muzą Muzyków i kozą Kozaków” – cytując jednego z wielkich erudytów Totartu powiedziała mi kiedyś taka dziewczyna z tamtych czasów.

Zobacz inne wystawy

Bogdan Dziworski
Igor Pisuk, Tomasz Kawecki, Søren Lilholt
Wojtek Wieteska

Copyright © 2024 W Ramach Sopotu

Skip to content